Menu Zamknij

Gdzie fizycznie znajduje się internet?

swiadlowod internet jak działa

Mówimy o bezprzewodowym internecie, 5G i wysyłaniu danych „do chmury”. Te zwroty marketingowe stworzyły w naszych umysłach potężną iluzję, że globalna sieć jest bytem wirtualnym, unoszącym się gdzieś w eterze, ewentualnie opartym na zaawansowanych satelitach kosmicznych. To kompletna bzdura. Gdybyś wyjrzał teraz za okno swojego wirtualnego świata, zobaczyłbyś, że internet jest niezwykle materialny, mroczny, zimny i w 99% przypadków pokryty słonym mułem oceanicznym. Prawdziwa infrastruktura cyfrowego świata to ponad milion kilometrów kabli światłowodowych leżących na dnie mórz i oceanów.

Dlaczego dno oceanu, a nie satelity kosmiczne?

Zwolennicy kosmicznych technologii często pytają, dlaczego nie używamy satelitów (takich jak system Starlink) do obsługi całego globalnego ruchu. Odpowiedzią jest brutalna matematyka przepustowości i praw fizyki dotyczących opóźnień (pingu).

Sygnał radiowy wysłany do satelity musi pokonać dziesiątki tysięcy kilometrów w górę i w dół, co zajmuje czas i jest podatne na zakłócenia atmosferyczne (nawet grubsza warstwa chmur deszczowych degraduje sygnał). Z kolei światłowód opiera się na wiązce lasera przemieszczającej się przez włókno szklane. Dane wędrujące z szybkością wynoszącą około 200 000 kilometrów na sekundę (prędkość światła w szkle) pozwalają Ci kliknąć „play” na filmie hostowanym w Kalifornii i natychmiast oglądać go w Polsce.

Satelity obsługują zaledwie około 1% całego ruchu sieciowego na świecie (głównie statki, samoloty i ekstremalnie oddalone placówki). Cała reszta Twojego Netflixa, Instagrama i transakcji bankowych płynie dnem Oceanu Atlantyckiego.

Anatomia kabla – od cienkiego włosa po stalowy pancerz

Większość ludzi wyobraża sobie transatlantyckie kable internetowe jako potężne rury o średnicy metra. Rzeczywistość jest o wiele bardziej zadziwiająca. Średnica przeciętnego kabla ułożonego na dnie oceanu rzadko przekracza grubość zwykłego węża ogrodowego. Serce tego przewodu to zaledwie kilka lub kilkanaście nitek włókna szklanego, z których każda jest niewiele grubsza od ludzkiego włosa. To one transportują terabity danych w postaci impulsów świetlnych.

Zobacz  Gdzie raki zimują

Ponieważ szkło jest kruche, włókna te są zalane warstwą gęstej wazeliny (chroniącej przed penetracją wody), zamknięte w miedzianej lub aluminiowej tubie, owinięte wieloma warstwami stalowych drutów, a na samym końcu zalane grubą warstwą polietylenu. W miejscach najgłębszych kabel jest cieńszy (tam nikt go nie uszkodzi). Przy brzegach stosuje się dodatkowe, grube zbrojenia z kevlaru i stali.

Na dnie oceanu nie ma jednak prądu, a wiązka lasera w szkle ulega naturalnemu rozproszeniu. Dlatego co około 60 do 80 kilometrów, kabel zawiera potężne zgrubienie. To tak zwane wzmacniacze. Pobierają one prąd płynący miedzianym pancerzem kabla i wzmacniają gasnący sygnał świetlny, posyłając go w dalszą drogę.

Kto układa ten kabel i co się dzieje, gdy pęknie?

Układanie kabli to inżynieryjny majstersztyk, który wykonuje się za pomocą wyspecjalizowanych, potężnych statków kablowych (cable layers). Taki statek potrafi spędzić na morzu kilka miesięcy, powoli rozwijając kabel z gigantycznych, obrotowych bębnów.

W płytkich wodach, do 1000 metrów głębokości, kabel jest zakopywany w dnie morskim przez specjalne, zdalnie sterowane pługi podwodne, aby chronić go przed trałowcami rybackimi. Na głębokich wodach po prostu opada na dno, dopasowując się do podwodnych łańcuchów górskich i rowów oceanicznych.

Awarie? Zdarzają się średnio co kilka dni. Wbrew miejskim legendom, rzadko kiedy winne są rekiny (które rzekomo mylą pole elektromagnetyczne kabla z układem nerwowym ryby). Zdecydowana większość – ponad 70% awarii – to uszkodzenia mechaniczne wywołane przez ludzi. Nieodpowiedzialni kapitanowie statków zarzucający kotwice w niewłaściwych miejscach lub rybackie sieci denne, które chwytają kabel i po prostu go rozrywają.

Kiedy kabel pęka, połączone z nim serwery na lądzie błyskawicznie wykrywają zmianę oporności i potrafią wyliczyć dokładne miejsce awarii z dokładnością do kilkudziesięciu metrów. W to miejsce natychmiast wyrusza statek naprawczy. Za pomocą opuszczanej na linach, podwodnej kotwicy przeciągającej, statek zaczepia przerwane końce kabla, wyciąga je na pokład, inżynierowie spawają włókna szklane z centymetrową precyzją pod mikroskopem, a złącze zalewa się na nowo plastikiem i wyrzuca za burtę. W tym samym czasie, gdy kabel był naprawiany, Twój internet działał płynnie, ponieważ światowe serwery automatycznie przekierowały Twój ruch na inne z setek ułożonych na świecie kabli zapasowych.

Zobacz  Gdzie jest burza – jak skutecznie śledzić pogodę

Podobne wpisy